Strona Główna OgródWywiady Ogród moja miłość – wywiad z Panem Grzegorzem z Zielonego Pogotowia

Ogród moja miłość – wywiad z Panem Grzegorzem z Zielonego Pogotowia

autor Ogarnij Ogród

Niezwykle miło nam zaprezentować wywiad z niekwestionowanym Ogrodniczym Królem Internetu, Panem Grzegorzem Majdą, który wraz z córką Michaliną i współpracownikami stworzyli portal Zielone Pogotowie. Do tego prężnie działający Fanpage na Facebooku oraz kanał na Youtube. A wszystko to od zera, własnymi rączkami. Dziś duet Zielone Pogotowie znany jest niemal każdej ogrodniczce i każdemu ogrodnikowi. Każdy może się do nich zwrócić i na pewno uzyska odpowiedź nawet na najbardziej dziwne pytanie dotyczące ogrodu. „Pan Tata” wie po prostu wszystko. Przeczytajcie niezwykle interesującą rozmowę z Panem Grzegorzem, który dla nas jest wielką inspiracją i autorytetem w kwestiach warzywnictwa, ogrodnictwa i sadownictwa. Jesteśmy ogromnie wdzięczni, że zechciał poświęcić nam swój czas.

Ogród moja miłość – wywiad z Panem Grzegorzem z Zielonego Pogotowia

Wywiad Pan Przegorz i MIchalina – Zielone Pogotowie

Redakcja: Czy pamięta Pan jak zaczęła się pana przygoda z ogrodniczym Internetem? Czym zajmował się Pan zanim został ogrodniczym królem internetu i niekwestionowanym autorytetem w dziedzinie ogrodnictwa?

P. Grzegorz: To się stało tak trochę przypadkiem. Bardziej córka (P. Michalina Trempała – przyp. autora) miała w tym swój udział. Córka już od dłuższego czasu myślała o tym, żeby wszystko to co robimy realnie, przesyłać do Internetu.

Zanim do niego weszliśmy zajmowaliśmy się zakładaniem terenów zielonych w Polsce, ale też za granicą. To był dla nas bardzo intensywny czas. Niestety w tej branży nasz czas powoli się kończył. Było coraz więcej problemów z płatnościami od klientów. A dodatkowo, jakieś pięć lat temu, poważnie „siadło mi zdrówko” i nie byłem już w stanie tak ciężko pracować. Wówczas musiałem zwolnić ludzi i wtedy zaczęliśmy poważniej zajmować się Internetem.

Pierwszy nasz filmik powstał o tym jak uszlachetnić róże. Trochę przypadkiem, bo akurat pracowaliśmy w jednym ogrodzie, w którym rosła zdziczała róża, która wypuściła mnóstwo wilków. Powiedziałem Michalinie, że ją uszlachetnimy – zaokulizujemy, zaszczepimy żeby była piękniejsza. Michasia od razu chwyciła za komórkę i zaczęła to nagrywać. Filmik ten wrzuciła do sieci i tak to się zaczęło. Bardzo dużo ludzi to obejrzało, odzew był bardzo miły i to nas zachęciło to tego, żeby zacząć dalej nagrywać.

Nagrywaliśmy wówczas wszystko to co robiliśmy na bieżąco w ogrodzie. Nie tak jak teraz, że nagrywamy specjalnie. Wtedy nagrywaliśmy po prostu to co robimy danego dnia i to wszystko zostało wrzucone do Internetu. I tak to się zaczęło.

R: Zaskoczył Pana i córkę odzew po takich filmikach?

P. Grzegorz: Odzew był ogromny. Na początku był tylko Facebook, ale oglądalność była ogromna. Sami się za głowę łapaliśmy. Ludzie potrzebowali tej wiedzy. Nawet wcześniej – moja każda wizyta u ogrodnika czy gdy miałem jeszcze szkółkę roślin – to zawsze było „100 pytań do…”: „Co z drzewkiem zrobić?”, „Gdzie najlepiej posadzić?”, „Jakie ma wymagania?”.

Ludzie potrzebują po prostu wiedzieć co zrobić, żeby u siebie prawidłowo posadzić i żeby rosło. Zawsze tak było. Gdy jechaliśmy pielęgnować ogrody to chłopcy szli do pracy, a ja zostawałem przy furtce z gospodarzami i odpowiadałem na ich pytania. Zapotrzebowanie na taką wiedzę było już od dawna, a my razem z córką o tym wiedzieliśmy, ale nie sądziliśmy, że aż takie.

R: Czy od początku prowadził Pan firmę z córką, czy byli jeszcze inni członkowie rodzinny który wspólnie z wami pracowali?

P. Grzegorz: Nie, nie, tylko z Córką. A tu w Bydgoszczy głównie z córką.

R: I wtedy też wystartowało Zielone Pogotowie?

P. Grzegorz: Zielone Pogotowie było już wcześniej z 10 lat. Wtedy już pracowaliśmy razem.

R: A w kiedy zaistniało w Internecie?

P. Grzegorz: W internecie działamy już od ponad 5 lat. Córka co prawda wstawiała wcześniej zdjęcia z realizacji ogrodów, ale nie są one zbyt popularne. Najczęściej wzbudzają po prostu zazdrość. Powstają animozje, że kogoś stać i się chwali. A przecież nie o to chodzi.

R: Gdy rozpoczynał Pan takie bardziej profesjonalne nagrywanie, mam na myśli nie te które na początku, tylko te już te reżyserowane, to jak Pan to wspomina, jak się Pan czuł w ogóle przed kamerą?

P. Grzegorz: Mi to przychodziło naturalnie, bo w swoim życiu pełniłem wiele różnych funkcji, w tym publicznych, także byłem oswojony i z kamerą, i z widownią. A tu jest o tyle lepiej, że widownia jest gdzieś daleko. Przeważnie cała moja widownia to Michalina.

R: Mówił Pan przed chwilą o zazdrości. Czy ten hejt, który jest wszechobecny w Internecie do Państwa też dotarł jako do Zielonego Pogotowia?

P. Grzegorz: Nie, nie. My mamy tego bardzo mało. Może dlatego że staramy się nie pokazywać ludziom jakiś cudownych przykładów nieosiągalnych dla innych. Staram się pokazać konkretne czynności przy użyciu takich typowych narzędzi.

Jak Pani zapewne zauważyła na filmikach, my nie jesteśmy jakoś specjalnie ubrani, nie mamy makijażu. Po prostu zauważamy temat, który jest w obecnie na czasie, albo o który ludzie nas pytają i idziemy do ogrodu. A potem bierzemy kamerę i lecimy na żywo. I żaden z naszych filmików nie jest składany. Jest od początku do końca taki, jakim nagraliśmy go w ogrodzie. 99% naszych filmików nagranych jest raz i od razu puszczonych do sieci.

R: Czyli wszystko to dzieje się naturalnie.

P. Grzegorz: Tak bardzo spontanicznie.

Ogród moja miłość – wywiad z Panem Grzegorzem z Zielonego Pogotowia

Wywiad z P. Grzegorzem – Zielone Pogotowie

R: Wiem, że jest Pan właścicielem rancza, od jak dawna?

P. Grzegorz: Ranczo ma już z 15 lat. Znaczy mam je już z 30 lat, ale tak na poważnie zająłem się nim 15 lat temu.

R: Od15 lat poświęca Pan mu Swój czas i w nim pracuje?

Grzegorz: Tak, wcześniej były dzieci, które się uczyły, się później studiowały, trzeba było je dopilnować, dopieścić. Dlatego mieszkaliśmy w Bydgoszczy, 100 km stąd. Także wcześniej się nie dało.

R: A co Pan najbardziej lubi w tym Swoim ranczo?

P. Grzegorz: Wszystko! Szczególnie że mogłem zrobić sobie tyle wody. Bo moim marzeniem z dzieciństwa było zostać rybakiem albo ogrodnikiem. I mam jedno i drugie. Mam 7 dużych stawów łódeczki rybki no i mam rośliny

R: I krokodyla! (śmiech)

P. Grzegorz: I krokodyla! (śmiech) Wszystko co mi trzeba. Moja żona mówiła: „Krokodyla daj mi luby”. No i co? Żony nie obdarujesz?

R: Czyli jednak woda na tym ranczo jest takim oczkiem w głowie?

P. Grzegorz: Tak. Woda stwarza taki mikroklimat, bo tam jest ziemia bardzo słaba, sucha. Jak rośliny się nie napiją korzonkiem, to zawsze mogą się napić z tej mgły i rosy, która się unosi ze stawów.

R: Proszę powiedzieć, jak pan sądzi, czy z każdego człowieka można zrobić dobrego ogrodnika? Bo tak jak Pan powiedział, wszystkie te Pana filmiki, które nagrywacie wspólnie z Panią Michaliną są takie dostępne, proste i osiągalne dla każdego. Czy zatem na bazie tych Państwa instrukcji, ktoś kto jest totalnym laikiem nieznającym się na uprawach, jest w stanie poprawnie poprowadzić swój ogród?

P. Grzegorz: Tak, zdecydowanie. Mamy mnóstwo takich komentarzy od widzów, który opowiadali, że siedzieli w domu, ogród im zarósł, a oni patrzyli w telewizor, bo nie wiedzieli za co się w ogóle zabrać w tym ogrodzie. I nagle obejrzeli Pana Grzesia, który wykonał jakąś jedną czynność w swoim ogrodzie, która im się wcześniej nie udawała, a teraz zrobili to wszystko zgodnie z instrukcją i udało się. To czemu ma się nie udać drugi raz? I drugi raz się udało. Człowiekowi jak się coś uda w zrobić w ogródku i będzie miał z tego satysfakcję, to tak się potrafi wciągnąć…

Także prawie z każdego można zrobić ogrodnika. Tyle, że nie możemy tego robić na siłę. Każdy ma swoją drogę, swoje metody, nawet swoje własne sposoby chwytania łopaty. Komuś innemu może się to nie podobać. My, jako nauczyciele, musimy się dostosować, żeby temu co inaczej chwyta tą łopatę, można było dobrze wytłumaczyć.

R: Czyli to takie bardzo wychowawcze podejście.

P. Grzegorz: Tak. Zdaję sobie sprawę, że jesteśmy różni. Każdy ma inny portfel, inne zamiłowania, inne zajęcia, niekoniecznie te w ogrodzie. Ludzie mają zupełnie inne podejście niż ja – człowiek, który jest na emeryturze i ogród jest całym jego życiem. Umiem to rozdzielić i tak zrobić ten filmik, żeby on dotarł do wielu ludzi, często bardzo różnych. Pokazuję jakiś mały wycinek i każdy sobie wybierze czy będzie chciał to zrobić zrobić u siebie w ogrodzie czy też nie.

R: Czy jest coś, czego z zakresu ogrodnictwa Pan nie wie? Czy wciąż się Pan czegoś uczy?

P. Grzegorz: Powiem Pani, że jak nigdy, właśnie teraz się uczę najbardziej, bo odpowiadam na pytania całemu światu. Piszą do mnie z Australii, ze Stanów i z Iraku i ze wszystkich innych zakątków. Polacy są wszędzie (śmiech). Oni mi opisują jakie tam mają warunki i ja staram się im podpowiedzieć co w takich warunkach sam bym zrobił.

Patrzę też na innych influencerów, oglądam inne filmiki, uczę się też dzięki pytaniom, które ludzie zadają. Nie znam wszystkich odpowiedzi i wciąż ich szukam i zdobywam nową wiedzę. Staram się nie zostawiać pytań bez odpowiedzi, tylko siadam i szukam. Najbardziej szukam tego co to jest i dlaczego ja tego nie wiedziałem.

R: Nie obrażają się na Pana, że czegoś Pan nie wie? Co, gdy wraca Pan do Nich z tą informacją?

P. Grzegorz: Ja myślę, że ludzie to lubią. Że nie rzucam nazwami, których nie znam i nie wymądrzam się. Sam bym tak chciał, żeby mnie ktoś tak potraktował – „Nie wiem, poszukaj gdzieś indziej odpowiedzi, bo ja akurat tego nie wiem.”. Myślę, że to jest szczere i ludzkie.

R: Jako Zielone Pogotowie wydaliście Państwo szereg różnego rodzaju poradników. Czy te poradniki załatwiły trochę kwestie pytań do Pana, czy tych pytań jest mniej?

P. Grzegorz: Pytań jest ciągle więcej i więcej. To czasami wynika z lenistwa. Puszczam filmik, wszystko tłumaczę i cały czas mówię, a potem pytam czy są pytania. I są – „A jak to Pan zrobił?”, „A jak tamto?” A to jest przecież na filmiku! Oglądają początek, trochę środek i koniec, rach-ciach-ciach.

Do tego też trzeba mieć cierpliwość. Ludzie nie od razu umieją tę wiedze wykorzystać. Pytań jest coraz więcej i często prawie te same. Ale przyroda się nie zmienia, tylko dochodzą nowi ogrodnicy. Już nawet Ci starsi odpowiadają tym nowym. Odpowiadają na live’ach, pod postami, pod publikacjami. I to się wszystko tak fajnie kręci.

Mamy taką grupę na Facebooku „Zielone Inspiracje”. Ja tam prawie nie zaglądam, ale tam ludzie wzajemnie sobie prowadzą taki jakby live na żywo. I to samo zaczyna się dziać w naszej aplikacji „Plantis”. Jedni mówią o swoim problemie albo chwalą się jakimś osiągnieciem, a inni odpisują. Chwalą, podpowiadają, że „Jeszcze bym dołożył to albo tamto”. I dzięki temu budują się wspaniałe społeczności, które same sobie odpowiadają na pytania i pomagają.

Wywiad z P. Grzegorzem – Zielone Pogotowie

Wywiad z P. Grzegorzem – Zielone Pogotowie

R: Czy wśród tych pytań trafiło się takie, które Pana zaskoczyło? Pamięta Pan jakieś szczególne, może trudne pytanie, na które nie znał Pan odpowiedzi?

P. Grzegorz: Ja lubię pytania, na które trzeba odpowiadać chociaż 2-3 minuty. Lubię takie trochę nieoczywiste pytania poruszające jakiś większy problem. Takie, na które nie trzeba odpowiedzieć książkowo, ale rozumem. Czasem warto popatrzeć na roślinę – co ona mówi do nas, czego potrzebuje, dlaczego jest jej źle. Nauczyć się podglądania, obserwowania rośliny. Rośliny pokazują swoim wyglądem czy zachowaniem liści, co mi jest potrzebne do życia i czego mi brakuje.

R: Czyli nie „akcja-reakcja”, ale raczej obserwacja i nauka.

P. Grzegorz: Obserwacja, tak. Obserwuj – będziesz wiedział. Nie wierzyć ślepo w to, że napisali w książce „tak i tak” i to będzie dotyczyło np. dębu w każdych warunkach, w każdym miejscu na świecie, tak masz zrobić i to będzie dla tego dębu najlepsze. Otóż nie. Tak to będzie tylko tu, a już kilometr dalej będzie inaczej, bo to będzie inne miejsce świata. Inne środowisko, inne sąsiedztwo, a nawet inny ogrodnik. Staram się skłonić ludzi do myślenia.

R: Jak wynika z mojego doświadczenia, ogrodnicy to taka wdzięczna grupa odbiorców, wspierających się wzajemnie. Nie ma wśród nich raczej ludzi skaczących sobie do gardeł, raczej życzliwa pomoc i wsparcie.

P. Grzegorz: Tak, też tak uważam. Wie Pani, mam też pszczoły. Mógłbym również kręcić filmiki na ten temat, bo wiele się już nauczyłem przez parę lat hodowli. Ale nie kręcę, nie pokazuję, bo w tej społeczności ludzie zachowują się jak przygniecione pszczoły. Wciąż żądlą się wzajemnie na rożnych portalach, więc lepiej się tam nie wtrącać. Ogrodnicy są stanowczo spokojniejsi.

R: Czy od momentu, gdy 5 lat temu zaczęliście publikowanie filmików na Youtube, to czy jakiś temat czy może grupa filmików była dla Pana szczególnie bliska? Wiem, że jest Pan pasjonatem szczepienia roślin. Czy to jest taki Pana konik? Czy może jakieś inne prace w ogrodzie?

P. Grzegorz: Szczepienia, cięcia, rozmnażanie to są moje koniki. Ale nie tych najpopularniejszych roślin, gdzie jest to proste, ale tych, gdzie łatwo nie jest. Jak choćby ukorzenienie świerka srebrnego, tego wielkiego, żeby powstał z niego klon – idealna roślina, która jest identyczna jak roślina mateczna. To jest dla mnie wyzwanie! I żeby rozmnożyć coś, co się słabo ukorzenia. Żeby dojść do tego po 2-3 latach, znaleźć na to sposób, jakąś metodę.

Lubię szczepić, lubię zmieniać rośliny. U mnie w ogrodzie jest dużo miejsca na to, ale większość ludzi ma tego miejsca malutko i sadzą roślinę, która po 2 latach uprawy ma już kilka metrów wysokości. I co teraz? Zachęcam ich do tego żeby ciąć, albo szczepić jakieś odmiany karłowe. Wtedy nie musimy ich wycina i niszczyć chociażby tej mikoryzy wokół. To jedno drzewo powiązane jest z innymi drzewami i krzewami, a po jego wycięciu choruje wszystko wokół, w odległości nawet 20-30 metrów.

R: Po prostu rozumie Pan i kocha przyrodę.

P. Grzegorz: Tak, lubię. Jak mi sarny obgryzają azalie, bo one lubią szczególnie te pąki, to i tak wołam na nie „Przyjaciółki”. Bo co ma się na nie gniewać? Przecież ja wiśnie też zrywam, bo mi smakują (śmiech).

Wywiad z P. Grzegorzem – Zielone Pogotowie

Wywiad z P. Grzegorzem – Zielone Pogotowie

R: Jak już tyle lat obcuje Pan z polskim ogrodnikami, pewnie czyta Pan całe mnóstwo komentarzy, wpisów. Jacy jesteśmy? Kreatywni, pracowici czy leniwi?

P. Grzegorz: Oj bardzo kreatywni. Jak ich obserwuję to widzę, że są niezwykle kreatywni. Stoimy na takiej pozycji, według mnie, trochę straconej. Mieszkamy w kraju, który późno wszedł do Unii Europejskiej i jest poszkodowany choćby w kwestii wysokości dotacji czy ochrony lokalnego rynku. Niemiec czy Francuz dostają trzy razy większą dotację do hektara niż Polak. Nie wiem dlaczego, nie znam się na tym, ale tak być nie powinno. Skoro jesteśmy w jednym związku, to powinniśmy równo dostawać. Ale to wyzwala w naszych ogrodnikach kreatywność. Przykład – od kilku dobrych lat nie widziałem na polach obornika ani rozrzutników, a gdy nawozy tak bardzo podrożały to znów pojawiają się przyczepy z obornikiem. Nie wiem skąd oni go biorą. Wszędzie na polach hałdy obornika. Wszyscy rozrzucają, bo to jest najlepszy nawóz na świecie i bardzo tani. Radzą sobie jak umieją.

Ogrodnictwo w Polsce i w ogóle przemysł ogrodniczy był kiedyś najlepszy w Europie. Tak będzie i teraz, tylko brak nam jedności. Brak nam zrzeszania się w grupy producenckie, działania razem, wspólnie. Przy użyciu tych samych maszyn można obrobić kilka gospodarstw. Brak nam właśnie tylko takiej jedności. I przy produkcji, i przy sprzedaży. Więc jak to się zmieni, to będzie dobrze.

R: Czy na bazie własnych doświadczeń może Pan powiedzieć, które rośliny Polacy kochają najbardziej? O które najczęściej pytają.

P. Grzegorz: Najczęściej o to, co kwitnie ładnie i o to co kwitnie z zaskoczenia. Jak choćby forsycje. Nikt nie pyta o nie przez cały rok, a jak tylko zakwitną pięknie wczesną wiosną, to wszyscy: „Och! Ach! Ech!” (śmiech). Za chwilę kwitną magnolie i jest to samo. „Muszę ją mieć! Muszę ją zasadzić! Będę ją miała!”. A za tydzień już cisza… Potem kwitną rododendrony. „Jakie to cudowne krzaki! Jakie to piękne!” Ale się kończy na słowach.

To te rośliny lubią Polacy najbardziej – te, które zakwitają u innych w ogrodzie, albo gdzieś przy drodze okazjonalnie. Choćby nawet jabłonie, te rajskie. Jak ktoś piękny kwiatek do Internetu wrzuci, to wszyscy go właśnie kochają najbardziej. Niekoniecznie w swoim ogródku.

Odpowiadając na Pani pytanie – nie da się powiedzieć konkretnie, bo jak jednego dnia Pani zapyta co lubią najbardziej, to powiedzą, że to, bo akurat pięknie kwitnie. Ale za miesiąc powiedzą Pani, że jednak tamto.

R: Czyli nasza miłość do roślin jest sezonowa?

P. Grzegorz: Dokładnie tak. Ogórki też najbardziej ludzie lubią jak je zrywają, jak je przynoszą do domu. Swoje własne. Kiszą, wdychają te zapachy i się chwalą. Przez resztę roku o ogórkach się nie mówi. Ale jak się ma własne, na gnojówce czy biohumusie, to wtedy ten ogórek jest najcudowniejszą rośliną na świecie.

 

R: Lubimy się chwalić swoim ogrodem, co? (śmiech)

P. Grzegorz: A kto się nie lubi chwalić? (śmiech) Mnie jak przestają chwalić za to albo za tamto, to sam się pochwalę. (śmiech) Jakiś Pan mnie kiedyś zapytał – dlaczego ludzie tak Pana chwalą? No jak dlaczego – bo jestem szalenie przystojny! (śmiech) Jak się sam nie pochwalisz to Cię nikt nie pochwali. Lubimy być chwaleni, lubimy siebie pochwalić, taka jest nasza natura.

R: Wspominał Pan o aplikacji Zielonego Pogotowia. Czy to jest teraz ten projekt, na którym się najbardziej skupiacie? Chcecie zebrać większą liczbę Influencerów, więcej ludzi, żeby się dzielili swoją wiedzą?

P. Grzegorz: Tak, o to nam właśnie chodzi, o zjednoczenie. O skupienie instruktażowej działalności ogrodniczej w jednym miejscu, żeby wszyscy mieli szanse demokratycznie się wypowiedzieć i pokazać. Chodzi też o to, żeby ludzie mieli jeszcze większy dostęp do wiedzy. Nie tylko tej mojej, ale również innych, jak choćby Doktora Kwiatka. Mamy też teraz specjalnego eksperta, który odpowiada na żywo. Jak gdyby prowadzi live na żywo. Prawie przez całą dobę odpowiada na pytania. Gromadzimy ekspertów, żeby ten live trwał cały tydzień.

R: Czyli ma to być taka aplikacja dostępna zawsze, dla każdego, dzięki której w każdym momencie można rozwiązać każdy ogrodniczy problem?

P. Grzegorz: Tak, bo telefon mamy zawsze przy sobie. Napotykasz na problem w ogrodzie, bierzesz telefon, sprawdzasz i jedziesz dalej. Nie musisz odrywać się od pracy, szukać książek, biegać po sklepach ogrodniczych czy znajomych i szukać informacji. Masz je wszystkie przy sobie, pod ręką, w telefonie.

Wywiad Pan Przegorz i MIchalina

Wywiad Pan Przegorz i MIchalina

R: Panie Grzegorzu, ja już nie mam więcej pytań. Bardzo, bardzo Panu dziękuję za poświęcony czas i niezwykle interesującą rozmowę. Chyba, że chciałby Pan przekazać jeszcze coś od siebie dla czytelników naszego portalu. Coś inspirującego i motywującego ????

P. Grzegorz: Zakasajmy rękawy! Teraz jest najważniejszy okres w ogrodzie! Czyli co zrobimy teraz, to nam się pięknie odwdzięczy w maju, czerwcu, lipcu. To jest najważniejszy moment, żeby podsypać nawozem, żeby dobrze dopieścić rośliny. One się nam odwdzięczą. Jest takie powiedzenie starych ludzi: „Ziemi dasz, ziemia odda”.

Fot. Zielone Pogotowie

Przydatne strony o których mowa w wywiadzie:

Przeczytaj także

Dodaj komentarz